Dlaczego Francuzki nie pieką tylko kupują słodycze?

francuzki nie pieką deserów
Wiemy już, że Francuzki nie tyją, nie robią liftingu i rodzą dzieci, które jeszcze w brzuchu mamy jedzą widelcem i używają serwetek.

Amerykańskie pisarki i dziennikarki nie ustają w rozpracowywaniu "francuskiego kodu", a kobiety z całego świata pilnie śledzą ich poczynania.

O ile co do tycia i nierobienia liftingu mam pewne zastrzeżenia, to zauważyłam, że mało która Francuzka piecze desery.  Zdarzyło się może dwa razy, żeby na stole moich francuskich gospodarczy wylądował deser przygotowany w domu. Raz było to clafoutis - bardzo łatwe do przygotowania ciasto z wiśniami - kiedy indziej jakieś ciasto czekoladowe. W innych przypadkach zawsze serwowano eleganckie desery kupione w cukierni.

Dlaczego Francuzki nie pieką deserów?

Odpowiedź na to pytanie jest złożona i myślę, że powodem jest nie tylko inna kultura kulinarna, która panuje we Francji, ale też podejście Francuzek do prowadzenia domu. 

francuzki nie pieką deserów

Francuzki nie pieką deserów, bo nie mają na to czasu

Pisałam już o tym kilkakrotnie, że Francuzki bardzo szanują swój wolny czas. I bynajmniej nie spędzają go robiąc rzeczy dla innych. Zdrowy egoizm króluje we Francji i nikt się na takie zachowanie nie oburza. Kobieta pracująca i wychowująca dzieci nie ma czasu na dom i pieczenie ciast, bo jej doba ma tylko 24 godziny. We Francji nie króluje też postawa "umartwiania się", tak często (chociaż chyba już coraz rzadziej) spotykana w Polsce. Oczywiście jeżeli masz ochotę upiec ciasto, wypróbować nowy przepis, to nikt Cię nie będzie krytykował. Ale nie zauważyłam we Francji takiej presji na przygotowywanie deserów, jaka panuje np. w Polsce na Wielkanoc. Dlatego Francuzki nie przykładają takiej wagi do pieczenia jak Polki. 

francuzki nie pieka

Francuzki nie pieką deserów, bo i tak nie przygotują tak pysznych smakołyków jak te, które dostaniemy we francuskich cukierniach.

Wydaje mi się, że ta presja przygotowywania deserów domu wywodzi się też trochę z czasów komunizmu, bo przecież nie mieliśmy wtedy w Polsce eleganckich kawiarni z pysznymi deserami. A nawet jeżeli takie były, to ceny powalały na kolana i mało kogo było stać na kupno tortu dla całej rodziny. 

Tymczasem we Francji, którą radosny okres komunizmu pechowo ominął, cukiernie od kilkuset lat doskonalą swoje przepisy, receptury i francuskie desery faktycznie nie mają sobie równych. Dlatego, o ile nie jesteś szefem kuchni, to nie uda Ci się prawdopodobnie przygotować tak wyrafinowanych deserów, jakie można kupić w tutejszych cukierniach. Zresztą nawet jeżeli Ci się uda, to stracisz cały wieczór, a przecież tak jak pisałam, wiele kobiet nie ma ochoty na taki sposób spędzania wolnego czasu. 

francuzki nie pieką deserów

Przyznam, że na początku byłam sceptycznie nastawiona do tych "kupnych" deserów. Wydawało mi się, że skoro są takie ładne, to pewnie nie będą zbyt smaczne. Myliłam się. 

Zawód cukiernika to we Francji sztuka, a rynek nie toleruje złej jakości. Co roku z prestiżowej francuskiej szkoły gastronomicznej  w Paryżu wychodzą adepci specjalizujący się w wyrobach z czekolady, w pieczeniu ciast weselnych i innych wyrafinowanych słodkości. I jak wieść niesie we Francji, cukiernik to zawód, którego nie ima się bezrobocie. To bardzo prestiżowy zawód, a pâtissier artisan, czyli cukiernik artystyczny, może zarabiać od ponad 2600 euro do 4600 euro miesięcznie. Ponadto na rynku nie ma miejsca dla cukierników ze słabymi wyrobami, bo konkurencja jest ogromna, a Francuzi nie tolerują bylejakości.

Nie oczekuj też, że jeżeli przygotujesz jakieś smutne ciasto z zakalcem to goście docenią, że "sama piekłaś". Nie docenią. Zostawią na talerzu i następnym razem sami przyniosą deser, żebyś ich nie uszczęśliwiła znowu zakalcem 🙂 
francuzki nie pieką deserów

Francuzki nie pieką deserów, bo to goście przyniosą słodkości 

Kolejną przyczyną, dla której tak rzadko zdarza się mi widzieć na stole domowe wypieki, może być pewien sympatyczny zwyczaj, który zaobserwowałam wśród francuskich znajomych i rodziny mojego narzeczonego. Bardzo często się zdarza, że kiedy jesteśmy zapraszani na kolację, François mówi: "to my w takim razie przyniesiemy deser." Z kolei goście przychodzący do nas też czasami proponują, że przyniosą jakieś smakołyki. Wydaje mi się, że jest to bardzo sympatyczny gest. Po pierwsze zdejmuje z głowy osobom zapraszającym kwestię deseru i ułatwia życie.

Przyniesienie deseru pokazuje również, że Francuzi często zakładają, że osoby zapraszające na pewno w dniu imprezy będą gdzieś biec kupować deser, więc można im pomóc i wyręczyć je w tym zadaniu. 

Prawda, że sympatyczne? 

francuzki nie pieka

Francuzki nie pieką deserów, bo każdy gość zje małą porcję i nie będzie się domagał dokładki 

Francuskie desery, które widzimy w eleganckich cukierniach są drogie. Nie tylko dla Polaków, Francuzi również krzywią się z bólu przy regulowaniu rachunku. Za jakość się płaci - to nie podlega dyskusji. Dlaczego więc Francuzki cały czas wolą kupić deser, zamiast za ułamek ceny przygotować coś w domu? 

Myślę, że kolejnym powodem jest inne podejście do deseru niż w Polsce. Francuzki nie boją się, że będą musiały kupić 10 deserów na 5 osób, bo zakładają, że nikt nie będzie domagał się dokładki.

Po pierwsze, po obiedzie poprzedzonym apéro, na który składać się następnie będzie etrée, danie główne i deska serów, nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie domagał się dokładki deseru. Nie otrzymacie na talerzu amerykańskich porcji deseru wielkości małej owcy. I zapewniam Was, każdemu wystarczy zaledwie jedno ciastko, goście nie będą się domagać kolejnych słodkości zapewne przez kilka kolejnych dni 🙂 A kupując deser w dobrej cukierni mają pewność, że nie zaserwują gościom czegoś niesmacznego. Podsumowując, z kupnem deseru jest o wiele mniej zamieszania, a przecież jedną z głównych zasad francuskiej joie de vivre jest ułatwianie sobie życia. 

 Jaki jest morał z tego tekstu?

Że chyba nigdy nie będę prawdziwą Francuzką 🙂 Uwielbiam piec desery, a mój narzeczony jest uzależniony od kilku domowych słodkości - między innymi od moich fondant au chocolat, apple crumble i czekoladowego ciasta z fasoli. W naszym polsko-francuskim domu dzielimy się przygotowaniami i najczęściej to François przygotowuje apéro i sery, a ja piekę fondant au chocolat

Z drugiej strony nie będę też należeć do osób harujących po nocy w kuchni, bo przygotowywanie deserów to dla mnie zawsze przyjemność, a nie obowiązek. I jeżeli będą bardzo zajęta, to po prostu kupię deser albo z radością przyjmę propozycję gości, że coś słodkiego przyniosą. 

Podoba Wam się takie francuskie podejście do kwestii deserów? Wolicie pyszności przygotowane w domu czy macie jakieś ulubione cukiernie, które nigdy Was nie zawiodły? 

Autorka strony Paris by Moni. Odkrywam sekrety Paryża i dzielę się moimi spostrzeżeniami, wrażeniami z podróży i inspiracjami. Jestem uzależniona od pięknych zapachów, wyrafinowanych smaków i seriali telewizyjnych Netflixa i HBO. Gotuję, zachwycam się każdym psem na ulicy, mam za małą szafę na ubrania i ciagle łamię paznokcie.

  • Od jakiegoś czasu mam podobnie, nie piekę, a kupuję w cukierni: bo nie muszę brać całego ciasta, bo mogę spróbować coś, czego nie umiałabym przygotować… I tak dalej. Problem polega na tym, że bardzo lubię piec! 🙂 Tak jak Ty. Ale nie zawsze miałby kto te wypieki zjeść, więc zwykle szykuję je tylko na wyjazdy do rodziny.

    A francuskie słodycze są pyszne.

    • Sa pyszne i bardzo wyrafinowane, nawet nigdy nie probowalam przygotowac takich eleganckich ciastek. Z drugiej strony…mam sentyment do polskich wypiekow, ale tylko w Swieta i tylko domowych. Te eleganckie ciastka lubie zjesc raz na jakis czas, kiedy jest okazja, ale tak naprawde za nimi nie tesknie 🙂

  • No popatrz, a w Polsce jest zupełnie na odwrót. 🙂 Najczęściej ciasta piecze się samemu i zazwyczaj są przy tym lepsze niż z cukierni (no chyba, że jest to naprawdę dobra cukiernia). Najbardziej podobałoby mi się połączenie podejścia francuskiego i polskiego. Uwielbiam piec ale czasem nie miałabym nic przeciwko, żeby kupić sobie coś wyrafinowanego w cukierni. A dzisiaj zamieniłam się we Francuzkę i za parę minut będę wyciągać z piekarnika clafoutis. 😀

    • Wiem, ja tez nigdy nie wierzylam w te „kupne slodycze” – szczegolnie, ze kosztuja czasami zawrotne pieniadze! Mam nadzieje, ze clafoutis sie udalo, ja czesto walcze z zakalcem w tym ciescie, moze mam jakis trefny przepis…

      • Wyszło zakalcowate, ale myślałam, że tak ma być, w końcu składniki są bardziej w stylu ciasta naleśnikowego niż takiego zwykłego ciasta. To znaczy, że powinno być jednak bardziej puszyste? Pewnie fajnie by też wyszło, gdyby robić podobnie jak biszkopt, najpierw z ubijaniem białek, ale to już by nie był klasyczny przepis. 🙂

        • Chyba ono powinno byc takie „klapniete”, ale mi naprawde nie chcialo sie nigdy dopiec. A pozniej sie spalalo na brzegach. Chyba wole po prostu takie bardziej puszyste ciasta, tak jak piszesz, w stylu biszkopta. Nawet jak robie placuszki owsiane na sniadanie, to ubijam bialko.

  • Te dessert w cukierniach to przywracały mnie o zawrót głowy w Paryżu. Zawsze miałam dylemat jaki wybrać…aż w końcu na talerzyku lądowało kilka wypieków…

    • Ja tez! Zawsze jest walka: czy znowu tarta cytrynowa, ktora kocham, a moze jednak cos innego, zeby sprobowac nowosci. Rozumiem Twoj bol 🙂

%d bloggers like this: